EN
A
A
A

Zbieracze, amatorskie kolekcje i autoarchiwistyka

26 lutego 2018

Gościem naszego ostatniego wykładu otwartego był dr hab. Dariusz Brzostek (UMK), który opowiadał o amatorskich kolekcjach oraz autoarchiwistyce.

Bez wątpienia internet nie jest wyłącznie medium wiecznego teraz: jego podstawowe cechy (takie, jak szybkość wymiany informacji czy powszechny dostęp) równie dobrze sprawdzają się przy bieżącej komunikacji i relacjonowaniu wydarzeń, jak i przy gromadzeniu i udostępnianiu zbiorów historycznych. Co więcej, na tym polu zaznacza swoją przewagę wobec tradycyjnych instytucji pamięci, takich jak archiwa czy biblioteki. Przykłady przytoczone podczas wykładu pokazują, jak wielkie znaczenie ma absolutna wolność gromadzenia. Działające w sztywnych ramach przepisów instytucje pamięci nie mogą pozwolić sobie na swobodne tworzenie i udostępnianie zbiorów, tymczasem kolekcjonerzy i ich społeczności działające nieformalnie online są w stanie skutecznie upowszechniać nawet artefakty o skomplikowanym statusie prawnoautorskim. Do tego łatwość digitalizacji i swoboda udostępnienia każdego medium pozwala sięgnąć do nieoczywistych źródeł i formatów zbiorów: szuflad, zapomnianych pudeł gdzieś na strychu, starych kaset wideo z nadgranymi filmami czy kaset audio z rejestracjami audycji radiowych. To przestrzenie, do których z różnych względów nie sięgają instytucje dziedzictwa.

Wspomniany podczas wykładu horror Microscopic Liquid Subway to Oblivion (1970) pokazuje potencjał, ale i wady oddolnego cyfrowego kolekcjonerstwa. Film, niedostępny nigdy w oficjalnej dystrybucji kinowej, rozpowszechniany jest dziś w sieciach P2P i to w koszmarnej, bootlegowej wersji, na dodatek z greckim dubbingiem i fragmentarycznym kadrowaniem. Internet i funkcjonujące dzięki niemu luźne sieci fanów, archiwistów i kolekcjonerów ratują zapomniane artefakty, umożliwiając ich badanie czy włączając je ponownie w obieg kultury jako źródła remiksów i nawiązań. Dariusz Brzostek wskazywał nawet, że tego typu działalność niesie w sobie dużą wartość jako siła spajająca społeczności, dopiero co odkrywające własną tożsamość – wspomniał o inicjatywach oddolnego gromadzenia zbiorów muzyki reggae, budujących świadomość wspólnoty i przypominających wspólne dziedzictwo mniejszości jamajskiej w Europie Zachodniej.

Podczas dyskusji po wykładzie pojawiło się kilka pytań o to, czy państwowe instytucje kultury i dziedzictwa są dziś w stanie wspierać budowanie oddolnych kolekcji. Problemem jest nie tylko prawo autorskie czy brak pieniędzy, ale też sam status tych zbiorów – dla części instytucji mają one znaczenie marginalne, niepoważne lub są po prostu kłopotliwe. Z drugiej strony instytucje te mogłyby dać tym zbiorom nie tylko pewną stabilność (co w przypadku artefaktów istniejących wyłącznie w postaci cyfrowej jest dużym wyzwaniem dla pojedynczych zbieraczy), ale też coś w rodzaju krytycznego patronatu. Krytyczne podejście do zbiorów fanowskich postulował niedawno Mirosław Filiciak w Dwutygodniku:

W kulturowej ekonomii fandomu chodzi przeważnie o włączenie namysłu nad przedmiotem fascynacji w ramy instytucji wyobrażanych sobie przez fanów na sposób zaskakująco konserwatywny. Stąd powracające dyskusje na temat relacji gier i sztuki czy rozbudowane popkulturowe hasła w Wikipedii, bo fani nie chcą kontestować podziału na „wysokie” i „niskie” czy ignorować encyklopedii. Chcą tylko, by ich ulubione artefakty weszły do kanonu. Bez refleksji nad tym, że te tradycyjne ramy mocno się zestarzały i że choćby romantyczna wizja pojedynczych twórców-autorów rodem ze szkolnego podręcznika częściej raczej zaciemnia, niż przybliża obraz przeszłości. Ale trudno o taki namysł w wypadku kultury fanów, której wyznacznikiem jest brak dystansu. Stąd bezkrytyczne fanowskie archiwa wykonują zarazem genialną, jak i kłopotliwą pracę. Sieciowe zbiory zachowują przeszłość, ale mają też służyć wyświęcaniu nowych hierarchii. I tak docieramy do problemu fałszywej przezroczystości prezentowanej wiedzy, bez pytań o proces jej wytwarzania, a nade wszystko o perspektywę, z której jest konstruowana.

Emocjonalna, estetyczna czy ciekawostkowa interpretacja cyfrowych zbiorów rozproszonych to za mało – dlatego warto zadawać im nowe, nieoczywiste pytania – tutaj swoją rolę do odegrania mają nie tylko instytucje dziedzictwa, ale też branżowe media i badacze.